Ostatnimi czasy, zupełnie przypadkiem maps.google.pl podpowiedziało nam, że w Poznaniu istnieje ulica Lubartowska.
Nadszedł dzień, kiedy trzeba było to sprawdzić organoleptyczne! Oj to był dzień dający mi powody do roczenia się <czyli cieszenia się>. Co prawda ulica Lubartowska jest bardzo krótka i w zasadzie na obrzeżach Poznania, ale fakt, faktem, ISTNIEJE!
Ciekawe skąd taki pomysł na taką właśnie nazwę ulicy (w tym rejonie są też ulice pochodzące od innych miast - np. Oświęcimska, Ożarowska, Wadowicka, etc.).
Ha! Udało mi się dowiedzieć od samego Przewodniczącego Rady Osiedla Starołęka-Minikowo-Marlewo, co następuje: "Odpowiedź jest prozaiczna. Po wojnie, kiedy wytyczano nowe ulice na Marlewie postanowiono im nadać nazwy od miast w południowo-wschodniej Polsce. "
środa, 8 października 2014
niedziela, 18 maja 2014
Orientuj się ;)
Orientacja w terenie to coś, w czym od zawsze czułam się dobrze.
Niestraszne były mi mapy, drogowskazy, szlaki na drzewach,
słowa: prawo, lewo, wschód, zachód i takie tam.
Poznań w tej materii zupełnie mnie zaskoczył!
Nie mogę się w nim zupełnie odnaleźć. Coś co wydaje mi się, że powinno być po prawej ręce jest przede mną i na odwrót. Jezioro, które moje zdaniem rozciąga się z północy na południe, rzeczywiście ma położenie zbliżone do równoleżnikowego. Tramwaj którym jeżdżę do domu, również ma kierunek południowo-wschodni, a nie południowy. Dzielnica, która powinna znajdować się dość daleko ode mnie nagle niespodziewanie wyrasta tuż obok mnie. Totalny bałagan!!! Aby dotrzeć do celu potrzebuję wsparcia jakdojade.pl albo Google Maps (w ostateczności ratuję się telefonem do męża). Nieskromnie przyznam, że udało mi się już kilka razy zgubić :) O wszytko obwiniałam oczywiście Poznań ;) Bo te drogi są takie dziwne, bo ulice nie są prostopadłe do siebie, bo wiadukty nazywają się mostami i na dodatek jeszcze podobnie do siebie (Most Dworcowy, Most Uniwersytecki, Most Teatralny) ...
Aby udowodnić swoja teorię o tym, że Poznań ma jakiś dziwny układ komunikacyjny, zestawiłam z nim mapki miast, które nie sprawiają mi problemu: Lubartowa ;) Lublina i Warszawy ....
Analiza powyższego obrazka jednoznacznie pozwoliła mi stwierdzić, że to nie z Poznaniem jest "coś nie tak" ale, że wszystkiemu winne jest moje manygowanie (czyli leniuchowanie, próżnowanie).
Czas to zmienić, pierwszy krok już uczyniony - kupiliśmy przewodnik, teraz czas zacząć go studiować, a przede wszystkim ruszyć się z kanapy ...
piątek, 2 maja 2014
LUB Lubelskie!
IKEA cz 1.
Tak, tak, tak,
w Poznaniu znalazłam coś, czego (jeszcze) nie ma na na Lubelszczyźnie.
Fanów szwedzkich rozwiązań jest mnóstwo (po poznańsku wuchta). Dołączam do nich i ja!
Na początek coś o czym od dawna marzyłam: słoiczki pełne przypraw. Do kupienia w czteropakach, a do tego zgrabne półeczki.
Odrobina mojego umysłowego wysiłku i stolarskiego sprytu męża i powstał całkiem poręczny regalik, a słoiczki - dla ułatwienia opatrzone zostały nazwami wyciętymi z opakowań (recykling pełną parą).
Eh, chyba niedługo będzie potrzebne "kolejne pięterko" :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




