Pierwsza moja wizyta w Poznaniu przypada na rok 2011 (jeśli dobrze sięgam pamięcią).
Jako wytrawna turystka posiadłam osobistego przewodnika (w osobie mojego Tomka), który wytrawnie poprowadził mnie w samo południe pod ratusz, by pokazać mi słynne trykające się koziołki (wg. wikipedii koziołki te się bodą, ale jak dla mnie to trykają).
I tu przeżyłam swoje pierwsze poznańskie rozczarowanie, jeśli mnie wzrok nie myli, a zdjęcia zdają się potwierdzać, że nie myli, koziołki niestety nie stykają się rogami, a rozległe tryk tryk musi wydobywać się w jakiś inny tajemny sposób ...
środa, 30 października 2013
niedziela, 27 października 2013
Granica na Wiśle ...
Czasem pewne historie mają swój początek o wiele wiele wcześniej ... Kiedy Poznań pojawił się po raz pierwszy w mojej świadomości? Nie mam pojęcia ... zapewne na lekcji geografii w trakcie oglądania atlasu lub na lekcji historii gdy mowa była o Wielkim Księstwie Poznańskim ... i znaczył tyle co wszystkie inne geograficzno-historyczne fakty.
Zdarzyło się czasem, że ktoś gdzieś jakoś kiedyś wyjechał z mojego Lubartowskiego środowiska i zamieszkał w Poznaniu (w sumie całe 3-4 osoby na tamte czasy), więc i to nie robiło na mnie większego wrażenia...
Grzebiąc mocno w swojej głowie uświadomiłam sobie, że w wieku może 14-16 lat, mój rodzinny samochód (ówcześnie chyba Polonez) musiał przetoczyć się przez te ziemie w drodze do Lichenia (tak, tak to nic nie szkodzi że Licheń, a konkretnie Stary Licheń jest koło Konina, by dotarliśmy aż pod zachodnią granicę, wszak tam też jest licheń: http://pl.wikipedia.org/wiki/Licheń_(województwo_lubuskie)). Ale i wówczas Poznań nie utrwalił się na stałe w mojej świadomości ...
Jednoznacznie muszę zatem stwierdzić, że takie pojęcie jak Poznań w zasadzie w mojej głowie nie istniało, podobnie zresztą jak i polska po drugiej stronie Wisły, tej drugiej - czyli nie mojej, bo pomijając miejscowości leżące nad Wisłą, to dalej na zachód wypuszczałam się tylko:
-raz nad morze i to z rodziną brata ;
-dwa razy do Lichenia
-no i sporo razy do Częstochowy...
Więcej zachodnich zawiślańskich wyjazdów nie pamiętam ....
Aż do czasu ...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
