środa, 30 października 2013

Pierwsze rozczarowania ...

Pierwsza moja wizyta w Poznaniu przypada na rok 2011 (jeśli dobrze sięgam pamięcią).
Jako wytrawna turystka posiadłam osobistego przewodnika (w osobie mojego Tomka), który wytrawnie poprowadził mnie w samo południe pod ratusz, by pokazać mi słynne trykające się koziołki (wg. wikipedii koziołki te się bodą, ale jak dla mnie to trykają).
I tu przeżyłam swoje pierwsze poznańskie rozczarowanie, jeśli mnie wzrok nie myli, a zdjęcia zdają się potwierdzać, że nie myli, koziołki niestety nie stykają się rogami, a rozległe tryk tryk musi wydobywać się w jakiś inny tajemny sposób ...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz